Ostatnie wpisy
Zakładki:
Dobrze mi się czyta
Ogrodnictwo - kwiaty, kwiatuszki, krzewy, drzewka itd.itp.
Podróżniczo
Prywatne (czyli moje)
Te blogi zainteresowały mnie
To i owo
|
piątek, 29 października 2010
Nic mi się nie chce (czyli nic nowego). Powinnam dalej pisać pracę dyplomową, powinnam w domu posprzątać, powinnam na ogrodzie liście zgrabić, powinnam... ech szkoda gadać. Przed nami Wszystkich Świętych. Znicze już kupiliśmy, teściowa kupuje kwiatki (bo wszystkie mają być takie same ;-)). Jutro jedziemy na cmentarz posprzątać i umyć grób dziadka. Teście mają od jakiegoś czasu remont , więc nie w głowie im generalne porządki. Dzieciom szykuje się 4 dni wolnego, z czego są bardzo zadowolone. Tomek od ok. miesiąca chodzi na ćwiczenia do Pure Health And Fitness. Robi to z reguły od razu po pracy, więc ja mam więcej czasu na odrabianie lekcji z dziećmi i przygotowanie obiadu. Wczoraj byliśmy na imieninach u mojego taty. Było ciasteczko, herbatka. Przy okazji zostawiliśmy rodzicom znicze na groby. Będą jechać na wszystkich świętych to postawią też od nas. Kurcze, ale chaotyczny wpis... tak to jest jak się robi za długie przerwy... cdn.
czwartek, 14 października 2010
Dzień Edukacji Narodowej w szkole
Dzień Edukacji Narodowej. Musiałam wyrwać się na godzinę do szkoły. Pani dyrektor zorganizowała poczęstunek i wręczanie nagród dla nauczycieli, więc jako przewodnicząca R R zostałam zaproszona. Było ciekawie. Nauczyciele okazali się też ludźmi i można było porozmawiać praktycznie na każdy temat. 14.10.2010
7 lat temu przed północą urodziła się Baś. Bóle porodowe trwały od południa ( w domu). Na poród prawie się spóźniliśmy ;-) Dzisiaj Baś robi imprezę. Zaprosiła koleżanki, od rana przygotowuje wystrój domu. Torta nie będzie bo młoda nie lubi - zamiast tego sernik na zimno z bitą śmietaną i świeczkami. Rano dostała od nas prezent: bambosze- koty, czekoladki i karteczki( mania kolekcjonowania ;-)) 13.10.2010
W szkole akademia z okazji Dnia Edukacji Narodowej. Dzieci kilka dni wcześniej przeżywały, bo jedno i drugie miało swoją rolę w części artstycznej.
Basia przy mikrofonie...
Marcin w pomarańczowej czapce (grał dudka ;-))...
I ja wręczająca kwiatki Pani Dyrektor, tu akurat wygłaszałam kwiecistą przemowę do nauczycieli ;-)) Wczoraj wieczorem odebrałam kwiaty ( wcześniej zamówione). Bukietów było 4 ( zamówienie od klasy 1, klasy 2, bukiet dla Pani dyrektor i drugi dla byłego przwodniczącego Rady Rodziców) oraz 6 róż luzem dla nauczycieli. Dzisiaj akademia. Okazało się że to moje przemówienie, którym się stresowałam i nawet myślałamy by je napisać na kartce, wyszło spontanicznie i chyba naturalnie. Pani dyrektor dostała życzenia i kwiaty, przewodniczący kwiaty i prezent. Co bym poprawiła i z czym nie wyrywać się w przyszłym roku?-- -kupno kwiatów zlecić komuś innemu, - nie stresować się żadnymi wystąpieniami, - do szkoły pojechać szybciej ( bo jak się okazało, to przed występami też spędziłam trochę czasu w gabinecie p. Dyrektor). Po akademi zostałam zaproszona na poczęstunek z nauczycielami, emerytami i p. dyrektor.
sobota, 30 stycznia 2010
niedziela, 24 stycznia 2010
środa, 06 stycznia 2010
Zima - styczeń 2010
Zdjęcia z dnia wczorajszego - zima w ogródku, na polu, na drodze oraz my zimowo :-) Zdjęcia zrobione w drodze ze szkoły autorzy: ja i Marcin.
poniedziałek, 28 grudnia 2009
wtorek, 22 grudnia 2009
Marcin poszedł dzisiaj ostatni dzień do szkoły. Zabrał pierniczki dla pani, opłatek, jedynie książek nie chciał brać, twierdząc, że i tak lekcji nie bedzie ;-). Siostra oznajmiła, że Kamil dostał ospę. Bez ich obecności przy świątecznym stole te święta będą niepełne :-(
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Przedświątecznie
Przygotowania trwają. Bez pośpiechu, co zrobię to zrobię. Choinka ubrana, dom z grubsza ogarnięty. W sobotę upiekliśmy pierniki, dzisiaj keks. Na popołudnie zaplanowałam zrobienie ostatnich przedświątecznych zakupów. Z Basią zrobiłyśmy stroik, mimo że święta jak zwykle nie będą w naszym domku, to jednak staramy się przygotowa też nasze otoczenie. Marcin w niedzielę był z Tomkiem w kościele, ja uziemiona z Basią w domu. Jednak chłopaki pojechali nie do naszego wioskowego kościoła, lecz do miasta, gdzie warunki atmosferyczne zdecydowanie lepsze... Opłatek przygotowany, świeczuszka też... Tak po prawdzie możemy zacząć święta. jutro Marcin ostatni dzień idzie do szkoły, Tomkowi zostały jeszcze 2 dni.
czwartek, 17 grudnia 2009
Zima
Zima... mnóstwo śniegu. Dzisiaj ubraliśmy choinkę. Tomkowi skończył się urlop. Pierwszy dzień w pracy spędził na badaniach okresowych. Okres przedświąteczny, to jedna wielka bieganina. Na szczęście, już prawie wszystko gotowe do świąt. Basia od tygodnia jest w domu. Dopadło ją jakieś choróbsko. Zresztą prawie wszystkie dzieci w rodzinie, albo chore, albo po chorobie. Misiek przeszedł ospę, Kamil jakąś wirusówkę. Na dzień dzisiejszy Dominisia się rozłożyła. Nic się nie chce...
czwartek, 12 listopada 2009
Nic się nie chce
Pogoda strrrrasznaaaaaaa..... Nic się nie chce, za nami Wszystkich Świętych, wczoraj młody miał imieniny - rodzinka stawiła się prawie w komplecie.... remont dobiegł końca. Narazie posprzątałam "po łebkach" ... Przedemną generalne, może ciut wcześniej niż co roku. Nie chce się sprzątać, nie chce się uczyć, ale okropnie chce się spać. Przed nami pogrzeb w rodzinie (od strony męża).... Siostra dalej w gipsie - już 4 tydzień, dzieciaki i mąż smarkają, kaszlają - no po prostu paskudna jesień, złowróżbny listopad.... Może grudzień przyniesie jakieś zmiany.... Cały ogród zasypany w liściach, nawet tego nie chce się posprzątać...
piątek, 30 października 2009
Marcin na aikido
Z wczorajszych zajęć, jakość fatalna - zapomniałam przełączyć na zdjęcia we wnętrzach :-(
poniedziałek, 26 października 2009
Week-end za nami
W piątek po południu zaczęłam studiowanie. Jestem bardzo zadowolona i tyle, nic dodać ująć. W sobotę miałam zjazd od 8.00 do 18.30. Tomek miał wolne, więc dzieciaki zachwycone, bo spędziły cały dzień z tatą. W sobotę wieczorem rodzice mieli mszę świątą w swojej intencji, a tak po prawdzie z okazji rocznicy ślubu. W nocy zmieniliśmy czas, dzięki temu, gdy dziś rano wstaliśmy, nie było tak strasznie ciemno za oknem.
poniedziałek, 19 października 2009
remontu ciąg dalszy
W dalszym ciągu w domu brud, hałas i smród. Bardzo pocieszjące jest to, że przestało padać. Dzieci poszły już do szkoły, więc mam więcej czasu dla siebie, a i one będą mniej przebywały w tych pyłach i chłodzie. Wczoraj byłam na spodkaniu rodzicow dzieci pierwszo komunijnych. Ustatliliśmy krótkie alby dla chłopców, fotografa z kamerzystą (100 zł) oraz zapoznaliśmy sie z cenami kwiatów. Zapłaciłam pierwszą składkę (30 zł). Następne spotkanie za 2 tyg. Za nami dzień nauczyciela, na którym byłam. Dzieciaki pięknie występowały na akademii. W środę zrobiliśmy Basi urodziny.
sobota, 17 października 2009
remont
od czwartku mam remont w domu... każdy, kto miał gruntowne remontowanie wie co to znaczy. Brud, smród, kurz w całym domu i obcy palętający się "na moim prywatnym terenie". Na dodatek cały czas mniej lub bardziej się wietrzy i w domu jest po prostu zimno. Dzieci zostały w domu. Skutki przeziębienia u moich pociech widocznie ustępują, ale ja chyba wyląduję w wariatkowie. Tomek zaczął następny week-end kursu. Więc przedpołudnia i tak spędzam sama z dziećmi. Pies zdziczał, nie mam kiedy i jak wyjść z nią na spacer. A pogoda....:-(( tylko usiąść i płakać z deszczem... jadalnia
czas pomyśleć nad wystrojem... zastanowić się co będzie pasować... Chciałabym krzesła z oparciami i bokami - wygodne... może z boku postawić dodatkową sofkę tak jak w tym zestawie...
niedziela, 11 października 2009
niedziela
Tak dzisiaj jak wczoraj, Tomek ma kursy od rana do popołudnia, siedzimy więc w domu sami. Nudzimy się, ale przy okazji leczymy. Marcinowa gorączka (przedwczoraj 39 stopni) zdecydowanie niższa. Jesteśmy chyba na dobrej drodze do wyzdrowienia. Baś fika z nudów, Marcin jeszcze trochę spokojniej ale też nabiera wigoru... na obiad spagetti...
czwartek, 08 października 2009
czwartek
Baś choruje. Wczoraj Tomek był z nią u lekarza a dzisiaj ja z nią byłam badania robić. Pokłuli mi dziecko w każdą rękę, a na koniec i tak krew z palca wzięłi :-( Młoda zaczęła mi mdleć w przychodni. Nie dziwię się, ja też bym mdlała (badania na czczo, dużo stresu). Panowie remontowcy klamkę pocałowali. Na szczęście do domu dotarłyśmy po 9.00, więc długo nie czekali. A wszystko przez to, że mam niesprawne auto. Muszę się przesiąść na autobus. Niby nic wielkiego, lecz trzeba się przyzwyczaić do czekania i dochodzenia na przystanki. Marcin był wczoraj na wycieczce w Grodźcu. Przywiózł sobie na pamiątkę jakiś drewniany mieczyk, a dla Baś kubeczek. Tomek ma kłopoty (w pracy oczywiście). Chodzi nerwowy, jakiś taki smętny, wspomina a różnych konsekwencjach i walczy ze stresem. Ciekawe jak długo wytrzyma :-((
wtorek, 06 października 2009
poniedziałek, 05 października 2009
poniedziałek
Piątkowe popołudnie spędziliśmy w domku. Odwiedzili nas moi rodzice i brat męża z rodzinką. Dostałam maszynkę do mielenia mięsa. Bardzo mi jej brakowało i pamiętam, że kiedyś marudziłam siostrze, że coś takiego by mi się przydało. Prezent był właśnie od rodziców i siostry - wspólny. Od bratowej męża dostałam cudnego kwiatka. Wypiliśmy kawkę, zjedliśmy ciasto. Akurat tak się zdażyło, że kurier dostarczył wiatrówkę (mąż z synem kupili sobie prezent na dzień chłopaka ;-)) więc całe męskie towarzystwo wyległo na ogródek, a baby zostały w domu na plotach. Sobota minęła typowo ogródkowo- pogoda dopisała. W niedzielę zaprosiliśmy jednych i drugich rodziców do kościoła i na wspólny obiad. Msza była tak jak ostatnio, ciekawa. W czasie jej trwania Marcin, jego dwaj koledzy i koleżanka otrzymali poświęcone różańce. No cóż, młody już wieczorem mruczał, że chce odmówić " kawałeczek" , lecz tłumaczenie, że dzisiaj już odmówiliśmy w kościele uspokoiło jego zapędy. Po południu byłam na spotkaniu komunijnym zapłaciłam za ten drogocenny różaniec 17 zł oraz dowiedziałam się kiedy będzie komunia. A będzie ona mianowicie 2 maja o godz. 11.15 . Próby będą jedynie na tydzień przed komunią. Ksiądz dał nam też wolną rękę co do strojów dzieci (co bardzo nas miło zaskoczyło), postawił tylko jeden warunek, aby były stroje jednakowe. Dzisiaj rano auto, znowu zastrajkowało. Do szkoły poszliśmy na nogach. Niestety wizytę u dentysty musiałam odwołać :-( (a tak okropnie ćmi ten ząb). Od rana mamy ekipę remontową. Na początek rozbrajają balkon z kafelek, zobaczymy co dalej... Mam utrapienie z muszkami owocówkami...
piątek, 02 października 2009
Rocznica
Rocznica ślubu.... już razem 10 lat, na dobre i na złe, a w naszym wspólnym życiu zdażyło się i jedno i drugie. Proza życia i chwile warte zapamiętania. Piekę ciasta, robię ekstra obiadek i znowu przeglądam zdjęcia i filmy ze ślubu... jacy my byliśmy młodzi, jacy inni, nie tak zabiegani, szukający chwili by być razem sam na sam. Teraz zawsze coś między nami (z reguły dzieci ;-)
środa, 30 września 2009
Dzień chłopaka
Marcin zaczął świętować już wczoraj. Po lekcjach miał w szkole imprezę przygotowaną przez dziewczynki. Było ciasto, mini dyskoteka i zabawy. Dzisiaj dostał od nas (odemnie i od Baś) klocki lego samolot do składania oraz kredki. Baś zaniosła dla swoich kolegów po małym samochodziku. Marcin od razu przy wejściu do szkoły dostał garść cukierków od dyżurujących dziewczyn. Takiemu to dobrze :-) my poczekamy do marca... Wczoraj po aikido trener oznajmił, że młody awansuje do starszej grupy. Bo jak to stwierdził, z maluchami Marcin będzie się nudził... Może to i lepiej, bo jednak dzieci dalej jest bardzo dużo i ich wiek... no dużo za mały. Nie da się ujednolicić sprawności ruchowej 4-latka a 8-latka...
wtorek, 29 września 2009
Bilans Baś
Jak przystało na każdego 6-latka, który rozpoczął edukację szkolną, Basia miała dzisiaj bilans w przychodni. Z badań wynika, że Baś jest idealną ;-) sześciolatką. Wzrok, słuch, waga, wzrost, plecy, stopy, zęby.... wszystko w normie. Przy okazji podbiłam karty na aikido. Marcin dzisiaj ma obchody dnia chłopaka w szkole. Podobno dziewczynki mają przynieść ciasta i inne smakołyki. Młody poszedł do szkoły bardzo zadowolony .
niedziela, 27 września 2009
Powrót dziadków z wakacji
Wczoraj po południu wrócili po 2- tygodniowej nieobecności dziadki K. Jak na stęsknione i natrętne dzieci i wnuki przystało zwaliliśmy się rodzicom na głowę ;-) Dziadki opalone, zadowolone (pogada im bardzo dopisała), co bardzo nas ucieszyły. Babcia jak zwykle zaszalała z prezentami. Czegoż tam nie było: muszle, naszyjnik z bursztynów, kolczyki, śpiewająca lalka dla Baś oraz drzewko szczęścia z bursztynami, strasznie głośny helikopter i muszla gigant dla Marcina. I oczywiście cała reklamówka kamieni znad Bałtyku własnoręcznie nazbieranych przez dziadka. Kamienie cieszyły się równie dużym zainteresowaniem, co kupione prezenty. Zostały w oka mgnieniu rozdzielone między wnuczęta. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||